Strona główna » Nie dotyczy » Artykuły » Zespoły » NEuron: Być sobą i robić to co się kocha z ...

NEuron: Być sobą i robić to co się kocha z pasją![WYWIAD]

                                  
2012-02-02 17:04

Wokalistę zespołu NEuron zapytaliśmy dosłownie o wszystko. Specjalnie dla hej.rzeszow.pl – Piotr Rykała.


Ostatnio rzeszowską grupę NEuron można było usłyszeć podczas XXI Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Niedawno też ukazał się ich najnowszy krążek "Inny Kształt". Kilka utworów z tej płyty już zdążyło odnieść sukces medialny, przez wiele tygodni utrzymując się na pierwszym miejscu listy przebojów Radia Rzeszów. Utwór "Oceany" zakwalifikował się również do finału konkursu "Przebojem na antenę", którego organizatorem jest Radio Białystok. Ich sposób na sukces? Być sobą i robić coś z pasją! I za to ich właśnie kochamy! A także za to, że są z Rzeszowa!

Zawsze coś Ci w duszy? Czy może  dopiero ktoś, kiedyś powiedział: hej, Piotrek masz niezły głos, może byś się tak zajął śpiewem zawodowo?

Piotr Rykała, wokalista zespołu NEuron: Pasje muzyczne towarzyszyły mi właściwie od dziecka. Już jako trzylatek śpiewałem w niebogłosy piosenki znane mi wtedy głównie z anteny radiowej. Słychać mnie było dosłownie wszędzie (śmiech). Nikt jednak wtedy nie traktował tego poważnie. Moją drugą pasją wtedy też stała się perkusja. Nie stać nas było na zakup prawdziwego zestawu i lekcje gry na tym instrumencie, dlatego jako substytut służyły mi kuchenne garnki, miski i wszystko co tylko mogło do tego celu posłużyć. Później jako nastolatek sięgnąłem oczywiście po gitarę. Zdarzało się godzinami przesiadywać z nią w toalecie – ze względu na akustykę jaka tam panowała. Biorąc pod uwagę, że przechodził tamtędy szyb wentylacyjny, sąsiedzi byli skazani na częste „transmisje na żywo”.

Jeszcze w podstawówce brałem udział w międzyszkolnych przeglądach piosenki. Raz nawet udało się zdobyć nagrodę publiczności. Wtedy też poznałem ludzi, z którymi założyłem mój pierwszy zespół. Poza kilkoma nic nie znaczącymi występami przed szkolną publicznością  nie odnotowaliśmy bardziej znaczących sukcesów. Wkrótce z resztą koledzy odstawili gitary do kąta a ja zostałem na wiele lat sam ze swoją pasją. Byłem już wtedy na tyle świadomym młodym człowiekiem, że zdawałem sobie sprawę z tego, że zrobić karierą taką jak telewizyjne gwiazdy jest szalenie trudno, natomiast mimo wszystko było w tym coś, co nie pozwalało spokojnie spać… Pasja… 

Jak powstał zespół NEuron?

P.R: NEuron powstał troszeczkę niespodziewanie, ale też chyba w samą porę - na jesieni 2002 roku. Wtedy też poznałem Damiana, z którym współtworzymy zespół do dnia dzisiejszego. Obydwaj mieliśmy już jakieś doświadczenia w różnego rodzaju projektach muzycznych. Sam wcześniej grałem na klawiszach, później także śpiewałem w doom - metalowym Sacrum. Nie było to jednak coś, w czym mógłbym się realizować, dlatego sam moment kiedy postanowiliśmy z Damianem od podstaw stworzyć coś zupełnie nowego był chyba jednym z ważniejszych w moim życiu.

Będę tendencyjna…Skąd wzięła się nazwa zespołu?


P.R: Nazwa powstała tak naprawdę zanim jeszcze powstał sam zespół. Chodziło w niej głównie  o bardzo silne przeżywanie muzyki, o to, jak bardzo może ona oddziaływać na słuchacza, a tym samym  jakich doznań estetycznych mu dostarczać za pośrednictwem komórek nerwowych. Zanim skończyliśmy pracę nad pierwszym materiałem zastanawialiśmy się jeszcze wtedy nad zmianą nazwy, jednak już wtedy spora grupa osób na tyle ją kojarzyła, że postanowiliśmy zostać przy NEuronie. A duże „E” – po latach zdradzam tajemnicę (śmiech) - po prostu miało ładnie wyglądać…

Zawsze graliście w obecnym składzie? Piotr Rykała - vocal, Damian Ruzzala - gitara, instrumenty klawiszowe, Marcin Gorczyca - gitara, Atrur Gorczyca - perkusja (gościnnie), Łukasz Zawada - gitara basowa (gościnnie) - zgadza się?

P.R:
Skład zespołu zmieniał się wiele razy, choć ta dzisiejsza konfiguracja na ironię losu jest chyba najbardziej dla nas naturalna: bez Damiana czy beze mnie nie byłoby zespołu. Perkusista, Artur Gorczyca (dziś również ViR) – nie wliczając małej przerwy gra z nami do dnia dzisiejszego, basista Łukasz Zawada (ViR, a od niedawna KSU) – choć nie jest z nami od samego początku, to jednak był obecny w najważniejszych dla zespołu momentach. Gitarzysta, Marcin „Martyr” Gorczyca jest najmłodszym Neuronem jeśli chodzi o staż, ale znamy się bardzo długo, jest mega klimaciarzem i można śmiało powiedzieć, że to najlepszy skład jaki mógł się nam przydarzyć na obecnym etapie funkcjonowania zespołu.

Jaka muzyka Cię inspiruje? Czego słuchasz w wolnej chwili?

P.R: Jeśli miałbym wymieniać nazwy zespołów i wykonawców, których słucham lub słuchałem przez te wszystkie lata zajęłoby to zbyt wiele czasu. Ograniczę się może do stwierdzenia, że nie słuchałem nigdy jedynie disco polo i mniej wybrednych odłamów muzyki dance.

W wolnych chwilach zdecydowanie preferuję tzw. muzykę „nieprzeszkadzającą”: standardy jazzowe, chillout  czy szeroko pojęty trip hop.

NEuron ma za sobą poszukiwania muzyczne, czy od razu powstał taki w „Innym Kształcie”? (tytuł najnowszego krążka zespołu – przy. red.)

P.R: Nie potrafię tak po prostu, w jednym zdaniu odpowiedzieć na to pytanie. Zaczynaliśmy od typowo elektronicznych ale bardzo tajemniczych i mrocznych brzmień. W  mojej szufladzie zachowało się nawet nasze pierwsze demo. Byliśmy wtedy naprawdę zieleni i to do tego stopnia, że nie przyszło nam do do głowy tworzyć kopii zapasowych tego , co tworzymy na twardym dysku komputera. Los chciał, że straciliśmy wszystkie dane. Mieliśmy do wyboru: poddać się, albo zacząć wszystko od nowa. No i zaczęliśmy……

Pierwszy krążek pt. „Neverending Search” to było istne dzieło sztuki (śmiech). Materiał obejmował w większości utracone utwory z pierwszej demówki, jednak w zupełnie innych aranżacjach. Jakoś wtedy zaczęliśmy mieć znowu ciśnienie na trochę ostrzejsze granie i to bez wątpienia tam słychać. Pracowaliśmy na prymitywnym sprzęcie, do tego ja nie umiałem śpiewać, strasznie kaleczyłem angielski, było mnóstwo niedoróbek. Ale ku naszemu zaskoczeniu gdzieś to wszystko się przebiło. Pamiętam, że nawet w „Metal Hammerze” coś napisali. Pierwsza płyta zwłaszcza w Rzeszowie odbiła się sporym echem. Po prostu mieliśmy przerąbane. Ludzie pukali nam się w czoło jak można łączyć metalowe ostre riffy z elektroniką….. Pokazaliśmy, że jak najbardziej można i mało tego: że da się to całe szaleństwo wykonać na żywo. Dziś elektronika w aranżacjach już nikogo nie dziwi. Nie oznacza to, że jesteśmy jakimiś prekursorami (chociaż w rzeszowskich warunkach chyba tak było) . Takie wtedy były światowe trendy. My po prostu staraliśmy się im sprostać.

Druga płyta powstała w miarę szybko. „Po Tamtej Stronie” to przede wszystkim utwory po polsku, a więc bardziej przyswajalne przez odbiorców. Z perspektywy czasu bardzo lubię ten materiał, choć przyznam, że był straszliwie niespójny. Zaczynał się kilkoma wpadającymi w ucho potencjalnymi przebojami, a im dalej szło się w las tym było ciężej i dziwniej. Nadal był to jakiś rodzaj rocka z domieszką metalowych patentów i elektroniką oczywiście jednak wydaje mi się, że dopiero przy okazji ostatniego albumu „Inny Kształt” pokazaliśmy w pełni wypracowany, dojrzały styl. Prace nad albumem trwały bardzo długo, jednak warto było. Uważam, że to najlepsza i zarazem najpiękniejsza płyta NEuron. Zarówno w warstwie muzycznej jak i tekstowej. Ktoś napisał ostatnio, że tekstowo jawię się tam jako romantyk – katastrofista. I rzeczywiście chyba coś w tym jest. Wielu ludzi zarzucało nam, że skomercjalizowaliśmy całe brzmienie. Byliśmy przedmiotem ataków na forach internetowych. Dzisiaj mogę tym wszystkim ludziom odpowiedzieć: posłuchajcie naszej nowej płyty – mimo tego, że zrezygnowaliśmy zupełnie z ciężkich brzmień jest to naprawdę mroczny i pięknie bolesny materiał. A ciężkość muzyki wcale nie osadza się na ostrych riffach gitar tylko na klimacie. I właśnie słuchaczom pozostawmy może tzw. „szufladkowanie”. Strasznie to lubią (śmiech).

Największe sukcesy?

P. R: Sukcesem samym w sobie jest to, że po dziesięciu latach nadal chcemy się tym wszystkim zajmować. Sukcesem jest też to, że mimo, iż nie jesteśmy zespołem z pierwszych stron gazet, mamy swoich odbiorców w całej Polsce. Fajnie też było spotkać na swojej drodze znane postaci, które nam pomagały i współpraca z którymi była dla mnie prawdziwym zaszczytem. (NEuron współpracował między innymi z Robertem Gawlińskim, Markiem Kościkiewiczem, zespołami Closterkeller i Delight – przyp.red.).

Największa koncertowa wpadka?

P.R: Luty 2007. Koncert na stoku narciarskim w Ustrzykach Dolnych. Generalnie fajna impreza – ludzie szusowali a my graliśmy. Pamiętam, że było strasznie zimno i w drodze na koncert zacząłem „dogrzewać się” procentami. Niechcący ktoś nagrał cały koncert i dopiero wtedy złapałem się za głowę. Zespół zagrał perfekcyjnie, natomiast gorzej z wokalistą (śmiech). Było mi zwyczajnie wstyd przed kolegami z kapeli, a o publiczności nie wspomnę. Postanowiłem sobie wtedy, że nigdy więcej nie pozwolę sobie na takie zachowanie (do dziś tego błędu nie powtórzyłem i nie zamierzam). Publiczność wymaga ode mnie szacunku a ja tak bardzo wszystkich zawiodłem. To także rada dla wszystkich kolegów po fachu – zero używek na scenie.

To może za jednym zamachem: najmilsze wspomnienie z koncertu?

P. R:
Dla odmiany najlepsze przeżycia na scenie to takie, w których łapie się taki kontakt z publicznością, że można z nią zwyczajnie rozmawiać: mówisz coś a oni odpowiadają, czujesz, że są oni z tobą a ty jesteś z nimi – taka wymiana energii.  To niesamowite uczucie. I chyba tak naprawdę o to chodzi w graniu koncertów. Nie powiem, który z nich był najlepszy, bo nie patrzę na to w takich kategoriach.   
 
Artyści to zazwyczaj zamknięci w sobie neurotycy, których dopinguje publiczność...Ciebie też to się tyczy? Co Cię "pozytywnie nakręca"?

P. R:
Bez publiczności byłbym nikim. Jak by nie było dla kogoś się to wszystko tworzy. Zazwyczaj jestem, a przynajmniej staram się być otwartym na kontakty z ludźmi. Czasem są to doświadczenia bardziej lub mniej przyjemne, jednak jeśli ktoś zaczepia mnie na ulicy i pyta o NEuron nie wypada po prostu go zbyć, odwrócić się i pójść dalej. Jest taka pewna presja jeśli jest się osobą rozpoznawalną – z jednej strony to, co robisz to w jakimś sensie normalną pracą – z drugiej też czasem masz zły dzień i masz ochotę się schować.

Pozytywnie nakręca mnie rzecz jasna jeśli komuś podoba się to, co robimy – to takie dowartościowanie, że widzi się sens w tym wszystkim. Jeśli się nie podoba, myślisz o tym jak sprostać takim wymaganiom, żeby dotrzeć również do sceptyków. Ostatecznie to też pozytywne doświadczenia. 

Każdy artysta przeżywa moment "death line'u"...Masz jakiś środek zaradczy?


P.R: Jedyna recepta to po prostu być sobą (śmiech)

Najcieplejszy komentarz o muzyce, którą robi zespół?

P. R: Czytałem wpisy na forach, również czasem ktoś mnie zaczepi i powie, że akurat nasza muzyka do kogoś trafiła wtedy, kiedy akurat tego potrzebował. Chociażby dlatego warto tworzyć. Zdarzało się, że ktoś cytuje moje teksty na swoich blogach albo wręcz wypisuje je na ścianie. To miłe ale też z drugiej strony zobowiązuje do tego by być odpowiedzialnym za to, co się tworzy. 

Zdradzisz nam jak wygląda powstawanie singla od podszewki? Na początku gitarowy riff, obraz senny, czy zdanie tłukące się po głowie...?

P.R:
Wszystkie odpowiedzi tak naprawdę są trafne. Z utworami bywa różnie. Czasem rzeczywiście coś mi się przyśni i później udaje się to przelać na papier, czasem – choć rzadko – przynoszę do studia gotowy tekst i wstępnie opracowaną linię melodyczną, a Damian robi z tym swoje (śmiech), jednak najczęściej tekst powstaje na końcu. Tworzy się jakiś prosty motyw na gitarze bądź na klawiszach, stopniowo dodaje kolejne instrumenty, po czym wszystko gdzieś chodzi po głowie i powstaje tekst. Czasem trwa to tydzień a czasem kilka miesięcy – chyba nie ma reguły.

Jak oceniasz polski rynek muzyczny? Z pewnością trudno się na nim utrzymać...czy to Was nie demotywuje?


P. R:
Każdy rynek rządzi się swoimi prawami i tak naprawdę nikt nie ma na to wpływu. Jeśli coś miałoby nas demotywować, pewnie dawno temu już zajęlibyśmy się czymś zupełnie innym.

Plany na przyszłość?


P. R:
Przede wszystkim trzeba chwilę odpocząć. Praca nad „Innym kształtem” bardzo nas wyczerpała. Dodatkowo ta płyta jest tak dobra, że na dzień dzisiejszy zespół NEuron nie jest w stanie nagrać płyty lepszej. Mimo, iż wstępne pomysły na kolejne nagrania gdzieś kiełkują w naszych głowach jednak w tej chwili zdecydowanie za wcześnie by o tym mówić.

Gdzie można dostać Wasz krążek? Gdzie zagracie w najbliższym czasie?


P. R: Nasza nowa płyta, „Inny Kształt” jak i starsze albumy dostępne są do kupienia w postaci mp3 na stronie www.soundpark.pl/neuron. Tych, których interesuje normalnie, fizycznie wydany album CD zachęcam do kontaktu z nami: neuronband@gmail.com

Plany koncertowe: kilka terminów jest w tym momencie w trakcie ustalania, natomiast jeśli chodzi o koncerty w samym Rzeszowie – niebawem na pewno będzie okazja.

Pytanie dla wielbicielek zespołu: Piotr Rykała jest wolny?

P. R: Do tej pory nikt jeszcze nie zdołał mnie ubezwłasnowolnić (śmiech). Z jednej strony marzę o założeniu rodziny, z drugiej zwyczajnie nie mam na to czasu. Można mnie kochać przez 24 godziny i nie dłużej. Wszelkie moje związki z reguły kończą się na „suszeniu głowy”, że znowu siedzę w studiu zamiast iść do kina. Moja pasja jest po prostu silniejsza… 

Dziękuję za rozmowę

BM

Więcej o zespole: www.facebook.com/neuronband

ZOBACZ ZDJĘCIA Z ARCHIWUM

Posłuchaj singla z najnowszej płyty:

 
 
 

Artykuł dodał:
cytacik Napisz wiadomość
Oceń artykuł

Ostatnio przeglądający
 
cytacik Napisz wiadomość
3 miesiace temu
hej Napisz wiadomość
3 miesiace temu